Тестове повідомлення - треба завантажити flash player








Rokrocznie widmo zbliżających się miesięcy letnich staje się przyczyną zarówno niecierpliwego oczekiwania, jak i rozterek. Zasłużony czas odpoczynku chciałoby się bowiem spożytkować w sposób możliwie najbardziej spektakularny, owocujący niezapomnianymi przeżyciami, a także, niestety, relatywnie tani.
Morze, wino i kalmary …czyli trochę o Dalmacji, trochę o finansach.
PRZEWODNIK OUTRO

Poszukując owego wczasowego złotego środka gro osób niejako automatycznie dyskwalifikuje myśl o wyjeździe za granicę, kultywując stereotyp ukazujący szeroko rozumiane ciepłe kraje jako ekskluzywne i drogie. Ów stereotyp zdaje się być, mocno zdezaktualizowanym, reliktem poprzedniej epoki. Dziś bowiem wakacyjnych wojaży nie ograniczają, oględnie rzecz ujmując, podziały terytorialne, czy polityczne – jak ongiś czyniła to żelazna kurtyna. Co więcej, dzięki rozwojowi Internetu, możemy całkowicie uniezależnić się od pośrednictwa biur podróży – obniżając tym samym koszt wyprawy o zysk tychże. Jeżeli idzie o miejsca warte odwiedzenia i spełniające jednocześnie kryterium przystępnej ceny, renesans zdaje się przeżywać była Jugosławia, czyli państwa półwyspu bałkańs-kiego. Jednym z nich – w którym chyba nie sposób nie zakochać się bez reszty – jest Chorwacja, natomiast w moim przypadku, szczególnie region Środkowej Dalmacji. Morze, wino i kalmary – te trzy słowa wydają się najlepiej oddawać źródła mej miłości do tegoż regionu. Po pierwsze jest tam bowiem niewymownie pięknie. Choć może to zabrzmieć niedorzecznie, słońce nad –

PRZEWODNIK OUTRO

usłanym rozlicznymi wysepkami – Adriatykiem zdaje się świecić mocniej i zachodzić znacznie romantyczniej niż nad jakimkolwiek innym znanym mi akwenem… Co do wspomnianych wysp, niebywałe wrażenie robi monastyr stojący na malutkiej wyspie pośrodku jeziora Visovac w Parku Narodowym Krka. Po drugie, jako że warunki klimatyczne oraz prawne temu sprzyjają, Chorwacja jest krajem obfitującym w przednie trunki – zwłaszcza wina, choć także wódki (np. tzw. Travarica). Warto, nawet będąc osobą na co dzień stroniącą od alkoholu, spróbować takowych. Powodem ku temu niech będzie choćby fakt, iż tamtejsze prawo dopuszcza wyrób i sprzedaż alkoholi przez osoby prywatne, co daje możliwość skosz-towania trunków nieprodukowanych masowo, a więc w większości po tysiąckroć lepszych jakościowo od tych dostępnych w Polsce. Kolejną sprawą przyciągającą do Dalmacji jest zdecydowanie kuchnia, stanowiąca istną gratkę dla entuzjastów owoców morza oraz ryb. W miejscowości Rogoznica (choć zapewne w innych jej podobnych także) o świcie można je nabyć prosto z łodzi rybackich – w ilościach liczonych niemalże na wiaderka. Wisienką na torcie niech będzie fakt, iż Chorwacja – mimo doskonałych warunków na-turalnych i aprowizacyjnych – nie jest krajem drogim. Przy wykazaniu minimum przedsiębiorczości ze swej strony, możliwym jest spędzenie tam urlopu nie drożej niż nad – niekoniecznie przyjaznym pod względem klimatu i pogody – Bałtykiem. Wybór tegoż kraju jako celu swych wakacyjnych wojaży wy-daje się więc być oczywisty… Czemu zatem rokrocznie wczesną jesienią wciąż usłyszeć można rozliczne narzekania na nieudane wczasy nad zimnym Bałtykiem? Jakub Sroka Wybrałam się do Towarzystwa Miłośników Miasta Bydgoszczy. Dowiedziałam się tak wielu intrygujących ciekawostek na temat miasta, że postanowiłam umówić się na rozmowę z Panem Jerzym Derendą - prezesem stowarzyszenia, absolwentem filologii polskiej a także wieloletnim dziennikarzem.
Z Bydgoszczą pod rękę – miejsce, gdzie każdy kamień oddycha historią
WYWIAD WYWIAD

Sobota, samo południe. Mglisto i dżdżysto. Biurko mojego rozmówcy obłożone róż-norodnymi notatkami. Po tej rozmowie zrozumiałam, dlaczego słyszę tę niesłuchaną pasję w głosie pana Jerzego - robi to, co naprawdę kocha. W.K.: Jest Pan prezesem Towarzystwa Miłośników Miasta Bydgoszczy. Za co odpowiada Pan na tym stanowisku? J.D.: Zostałem wybrany na to stanowisko przez wszystkich jego członków na specjalnym walnym zgromadzeniu. Co robię? Bardzo ważna dla miasta jest jego promocja - pokazywanie piękna oraz walorów. Staram się to robić jako prezes, dziennikarz i osoba pisząca. Przygotowuję do druku wiele książek o Bydgoszczy: albumy, które ukazują kulturalną i historyczną wartość miasta, publikacje, kalendarze, kronika bydgoska. Niebawem ukaże się książka o Kazimierzu Wielkim, a konkretnie o legendach poświęco-nych temu monarsze – wielce zasłużonemu dla Bydgoszczy. Moim oczkiem w głowie jest encyklopedia Bydgoszczy, przygotowywana przez zespół autorski złożony ze znanych profesorów, historyków i specjalistów wielu dziedzin życia.

WYWIAD

Równie ważne jest rozwijanie wśród młodzieży umiłowania miasta. Dlatego pomagam Sekcji Młodzieżowej, na czele której stoi pani dr Ewa Puls z Instytutu Historii Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego, a działa w niej około czterdziestu szkół podstawowych i gimnazjów; uczniowie zdobywają odznaki Młodego Przyjaciela Bydgoszczy, pogłębiają wiedzę na jej temat, wiedzą, że jest to miasto piękne. Staram się także, aby wiedza docierała nie tylko za pośrednictwem książek, ale także "na dotyk", dlatego organizujemy wycieczki z cyklu "Bydgoszcz za zamkniętymi drzwiami". Wiele uwagi poświęcam zabytkom. Musimy pielęgnować to, co mamy najcenniejsze! Ba, rekonstruować te, które nie przetrwały do naszych czasów. Niedawno przy ul. Grodzkiej 21 odsłoniliśmy model Zamku Bydgoskiego w skali 1:20. Jeszcze nikomu tego nie mówiłem - będziecie pierwsi - przygotowujemy się do rekonstrukcji innych obiektów, które kiedyś istniały...

WYWIAD

W.K.: Na przykład? J.D.: Mennica Królewska, swego czasu jedyna w Polsce. Znajdowała się ona na Wyspie Młyńskiej, a konkretnie na Wyspie Menniczej. Mówi się, że Bydgoszcz nie ma zabytków - nie jest to prawda! Chociażby Śródmieście, które jest nasycone różnymi stylami architektonicznymi. Za jakiś czas na Placu Poznańskim zostanie odsłonięta kilkunastometrowa rzeźba - Pomnik Zbawiciela – zniszczona przez Niemców w cza-sie okupacji. Umieszczone na nim zostały słowa: "Najświętszemu Sercu Pana Jezusa - Bydgoszcz wyzwolona!" W.K.: Wspominał Pan o młodzieży. Jak jeszcze można zachęcić gimnazjalistów, licealistów do zainteresowania się dziejami swojego miasta? J.D.: Nie wyobrażam sobie, aby ktoś mieszkający w Bydgoszczy nie interesował się jej tradycjami. To jest po prostu cudownie, kiedy przyjadą znajomi i można z podniesionym czołem pokazać cenne zabytki, podzielić się ciekawostkami. Jak zachęcić? Przede wszystkim powinni zapisać się do Szkolnych Kół Towarzystwa Miłośników Miasta Bydgoszczy, ponieważ mają tam możliwość uczestniczenia w prezentacjach, ciekawych prelekcjach wygłaszanych przez historyków, organizować wycieczki, zdobywać tytuły Młodych Przewodników Bydgoszczy, uczestniczyć w konkursach z nagrodami. Ludzie z innych miejscowości są dumni z walorów swoich miast - my też powinniśmy być! W.K.: Jakie miejsca w Bydgoszczy są dla Pana szczególnie ważne? Gdzie Pan chętnie wraca? J.D.: Mam wiele takich miejsc. Lubię całą Bydgoszcz, natomiast najczęściej bywam na Starówce. Katedra... Zanurzyć się w tym miejscu, gdzie każdy kamień oddycha historią. Można tu czuć oddech

WYWIAD

wieków, zrelaksować się. Nie mówię tu o relaksie fizycznym, ale duchowym odpoczynku. Pani Irena Santor powiedziała, że Bydgoszcz jest miastem jej życia - matczynym i kochanym. Mógłbym podpisać się pod tymi słowami. W.K.: Mieszka Pan w Bydgoszczy ponad czterdzieści lat. Jak dużo zmieniło się od czasu, kiedy Pan tutaj przyjechał na stałe? J.D.: Zmieniło się bardzo dużo, ale uważam, że wciąż za mało. W tamtym okresie były możliwości – ale władze nie zawsze i nie na wszystko się zgadzały. Jednak Starówka powinna zostać wyremontowana, teatr – wyburzony w czasie wojny – odbudowany, podobnie zresztą jak Zamek Bydgoski (który powstał w czasach Kazimierza Wielkiego - dop.), abyśmy mieli co pokazać innym. Na szczęście coś się dzieje - mam na myśli przykładowo Wyspę Młyńską. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że Bydgoszcz jest "miastem wód". Mamy najpiękniejszą z rzek - Wisłę, mamy tę, po której pływał Jan Paweł II - Brdę, mamy Kanał Bydgoski. Nie każdy wie, że nasza miejscowość leży nad wieloma jeziorami, od „Balatonu” na Bartodziejach poczynając a na szwederowskiej Dolinie Pięciu Stawów kończąc. Bydgoszcz jest też miastemogrodem – drugim w Polsce, zaraz po Warszawie, jeśli chodzi o nasycenie zielenią. W.K.: Wspomniał Pan, że wiele lat zajmował się dziennikarstwem. Co mógłby Pan poradzić mnie i moim kolegom z redakcji - młodym dziennikarzom, którzy dopiero zaczynają stawiać pierwsze kroki w tym fachu? J.D.: Owszem, pracowałem w kilku redakcjach, teraz jestem już na emeryturze, jednak kiedy stykam się z niektórymi dziennikarzami, jestem przerażony. Przerażony łamaniem przez nich fundamentalnych zasad. Uważam, że dziennikarstwo to wielkie powołanie. Dziennikarz musi być uczciwy. Jeżeli ma kogoś skrzywdzić, powinien zrezygnować z pisania tekstu. Miałem okazje przekonać się na własnej skórze o wypaczaniu systemu prawdziwych wartości, a nawet złośliwości. Nie podoba mi się też zatajanie informacji. To

WYWIAD

czysta manipulacja ludźmi. Tak nie powinno być. W.K.: Na koniec zadam Panu dość szkolne pytanie. Jaka jest Pana ulubiona lektura tych czasów? J.D.: Nigdy nie traktowałem książek jako lektur. Wydaje mi się, że wszystko, co jest w człowieku najpiękniejsze, można rozbudzić poprzez czytanie książek. Nic innego nie potrafi tak rozbudzać wyobraźni jak słowo pisane. Zdarzało mi się czytać książkę z latarką w nocy, jeśli mnie wciągnęła. Wciągały mnie zwłaszcza powieści historyczne. W.K.: Bardzo dziękuję za rozmowę, życząc Panu dużo zdrowia i zapału do pracy. Wiktoria Kabat Korsyka
Są miejsca, do których miłością pałamy od pierwszej chwili, gdy je zobaczyliśmy. Francję pokochałam już dziesięć lat temu. Lecz prawdziwym odkryciem była dla mnie Korsyka, którą nie bez powodu nazywają jedną z najpiękniejszych wysp na świecie. Może porównanie do raju nie jest zbyt górnolotne, ale w zupełności oddaje jej charakter.
PRZEWODNIK OUTRO PRZEWODNIK OUTRO

Bo jak można inaczej nazwać takie miejsce, gdzie zapach jest intensywny, ale też przyjemny i orzeźwiający, biel skał kontrastuje z zielenią roślinności, a ciągły wietrzyk łagodzi upały? Ta wyspa jest niewiarygodna – na tak małej przestrzeni, tak wielka różnorodność. Wybrzeże jest mekką dla amatorów słońca, plaży i ciepłego morza. Nadbrzeżne niewielkie miasteczka tętnią życiem. Oczaro-wują licznych turystów wąskimi malowniczymi uliczkami, kafejkami, straganami oferującymi lokalne przysmaki i ręcznie wykonane pamiątki. Nierzadko organizowane są koncerty korsykańskich muzyków, czy imprezy dla spragnionych nocnego życia odwiedzających. Nie można nie wspomnieć o bastionach i innych elementach fortyfikacji, które niegdyś miały ułatwiać ochronę wyspy przed intruzami, a teraz tworzą klimat „historyczności” miasteczek i są wdzięcznym obiektem zdjęć. Wyspa dużo zyskuje na tym, że już kilka kilometrów od morza, czyli tam, gdzie nie ma plaż ani turystów, wszystko pozostało dziewicze. Wyglądając przez okno pociągu przez pół godziny, można nie dostrzec śladu cywilizacji. Za to zdarza się, że pociąg musi się zatrzymać, gdyż krowa lub inne zwierzę zatarasowała tory. Nie ma tu wielkich miast. Są tylko małe wioski rozrzucone na stokach gór. W głębi wyspy można dostrzec nawet śnieg na najwyższych szczytach. Amatorzy pieszych wędrówek mogą przemierzyć wieloma szlakami wyspę z jednego jej końca na drugi. Co ważne, Korsyka – a dokładniej Ajaccio – jest miejscem urodzenia najsłynniejszego stratega, konsula i cesarza, Bonapartego. W mieście tym stoi dom, w którym przyszedł na świat i spędził pierwsze kilka lat życia mały Napoleon. Jeżeli dodać jeszcze, że Korsyka to także podwodny świat, gdzie wystarczy zanurzyć się niedaleko brzegu, aby mieć ławice kolorowych rybek na wyciągnięcie ręki, wyłoni się obraz wyspy idealnej i atrakcyjnej dla każdego. Aleksandra Bieniek Fot. autorki tekstu Bliski Wschód
Nie tylko bomby i zamachy
PRZEWODNIK OUTRO PRZEWODNIK OUTRO

„Święte Miasto” Jerozolima. Miasto, które większości ludzi kojarzy się z Biblią i Jezusem, ewentualnie z odwiecznymi walkami pomiędzy żydami i muzułmanami. A prawda jest taka, że to „Święte Miasto” to dużo więcej. Podzielona na cztery dzielnice (mu-zułmańską, żydowską, chrześcijańską i ormiańską) Jerozolima jest jednym z najwięk-szych „tygli kulturowych” współczesnego świata. Mnogość wyznań i kultur znajduje zresztą swoje odzwierciedlenie nie tylko w podziale samego miasta, ale również i niektórych jego zabytków (np. Bazyliki Grobu Pańskiego). Oczywiście, jednym ze skutków współistnienia tak odmiennych (i nierzadko nastawionych do siebie wręcz wrogo) kultur są liczne animozje (czy wręcz otwarte konflikty) – warto jednak wznieść się ponad to i dostrzec niepowtarzalny klimat, jaki temu właśnie zawdzięcza Jerozolima. W jakim bowiem innym miejscu na Ziemi na jednym zdjęciu można ująć kopułę meczetu i synagogę? Nie bądźmy jednak bezkrytyczni. Jerozolima potrafi też zawieść. Już po powrocie do Polski usłyszałam stwierdzenie, z którym

PRZEWODNIK OUTRO

po namyśle nie mogę się nie zgodzić – jeżeli traktować wizytę w tym mieście jedynie czysto turystycznie, wrażenia pozostają niesamowite. Jeżeli jednak za wizytą w „Świętym Mieście” stać ma doświadczenie religijne, naprawdę można doznać zawodu. Najwyraźniejszym chyba przykładem będzie tu Droga Krzyżowa, której usytuowanie w muzułmańskiej dzielnicy miasta zdecydowanie odbiera wiele walorów – większości chrześcijan ciężko jest bowiem pogodzić się z faktem, że jedno z najważniejszych dla nich miejsc zostało zamienione w arabski bazar. Atmosfera miasta jest niepowtarzalna, tego nie da się ukryć. Niełatwo jest w kilku zdaniach ująć szczegóły świadczące o jego niepodrabialnym charakterze i wypunktować miejsca, które należy koniecznie zobaczyć (bo poza słynną „ścianą płaczu” czy wspomnianą już Bazyliką Grobu Pańskiego jest ich naprawdę wiele). Jerozolima jest niezaprzeczalnie obowiązkowym punktem wizyty nie tylko w Izraelu, ale

PRZEWODNIK OUTRO

i w krajach sąsiadujących – choć zwiedzenie miasta podczas jednodniowej wycieczki fakultatywnej jest tak naprawdę niemożliwe. „Miasto mięsa” Jeżeli już mowa o ważnych punktach Izraela (czy też raczej w tym wypadku Zachodniego Brzegu Jordanu) nie sposób zapomnieć o mieście, w którym zaczęła się „nasza era”. Położone sześć kilometrów od „Świętego Miasta” Betlejem to całkowicie inny świat. Niewątpliwie jest to spowodowane usytuowaniem „Miasta Chleba” na terytoriach palestyńskich Arabów, przez co miasto to bardziej przypomina miejscowości egipskie niż izraelskie. Chociaż poza Bazyliką Narodzenia Pańskiego i otaczającymi ją terenami znajduje się tam niewiele miejsc, które mogłyby zainteresować turystę z Europy, samo miasto potrafi urzec swoją atmosferą – nawet pomimo narastającej z każdym hałasem obawy przed atakiem terrorystycznym lub zamieszkami (świadomość przebywania na terenach palestyńskich robi swoje…). Pomimo niesprzyjającego klimatu spacer po Betlejem pozostawia niezatarte wrażenia, niemal rodem z bajki o Alladynie – ulice tego miasteczka są nieporównywalnie bardziej przyjazne spacerowiczom niż zatłoczona i zadymiona Jerozolima, a mnogość małych sklepików i straganów sprawia, że nie sposób znudzić się monotonią krajobrazu (któremu sama natura niestety poskąpiła kolorów, wypełniając go niemal wyłącznie piaskiem i uschniętymi krzewami). Jedno jest pewne – Betlejem to raj dla amatorów kultury arabskiej. Mieszkańcy tego miasta są dużo mniej nachalni niż Egipcjanie czy Tunezyjczycy, a jednocześnie nie dość nieśmiali, żeby nie można było zauważyć, w jakiej części świata się znajdujemy. Mur palestyński Jest jednak jeszcze jedno miejsce, o którym warto wspomnieć, a z którego istnienia niestety niewiele osób zdaje sobie tak naprawdę sprawę – niesławny mur, oddzielający Zachodni Brzeg Jordanu od Izraela, to istniejąca w XXI wieku analogia do Muru Berlińskiego

PRZEWODNIK OUTRO PRZEWODNIK OUTRO

z czasów Zimnej Wojny, żywe świadectwo jednego z najpoważniejszych i najbardziej brzemiennych w skutkach konfliktów naszych czasów. Pokryty z obu stron napisami i rysunkami nawołującymi do zaniechania walk i ustabilizowania sytuacji, stanowi swoisty dokument protestu przeciw bratobójczym walkom, które rozdzieliły niejednokrotnie rodziny i przyjaciół. Doświadczenie zobaczenia go z bliska na własne oczy i kilkukrotnego przekroczenia tej granicy pozostawia niezatarte wspomnienia i weryfikuje poglądy na wiele spraw. Nie sposób niemal ubrać w słowa wrażeń, jakie do dziś pozostają mojej w pamięci po tym, co zobaczyłam w Izraelu dwa lata temu. Dopiero znalezienie się kilka metrów od grubej, betonowej ściany pozwala uświadomić sobie, jak wiele osób straciło życie i wolność w imię domniemanej wyższości własnej kultury i religii, a zetknięcie się z młodymi, często kilkunasto- lub ledwie dwudziestoletnimi młodymi żołnierzami, odbywającymi obowiązkową służbę w armii izraelskiej uprzytamnia, jak daleko jesteśmy od świata „zachodniego” i jak krucha jest „normalność” naszej cywilizacji. Jedno jest pewne. Izrael i Zachodni Brzeg Jordanu to rejon świata, który poleciłabym każdemu – w tym miejscu weryfikują się poglądy, ugruntowują lub modyfikują się systemy wartości, a doświadczenie wizyty tam niewątpliwie pozostaje w pamięci na długo. Magdalena Kelniarz Fot. autorki tekstu

PRZEWODNIK OUTRO

Zajrzałam tam po raz pierwszy jako kilkulatka i do tej pory zaglądam co parę lat. Pozornie nic ciekawego: port, tawerna, lodziarnia, jakieś ruiny i całą miejscowość można samochodem minąć w pół minuty, nie zwróciwszy nań uwagi.
Sztynort
PRZEWODNIK OUTRO

Jednak ja poświęcam za każdym razem przynajmniej godzinę tym „ruinom” XVII-wiecznego pałacu rodu Lehndorff. To budynek stary i zapuszczony, jednak w tym wszystkim czarujący. Sąsiadują z nim niegdysiejszy spichlerz, teraz będący domem mieszkalnym oraz pokaźna stajnia, niewiele mniejsza od samego pałacu. Lehndorffowie kochali konie, istniała tam hodowla rasy arabskiej. Na szczególną sympatię zasługują dęby posadzone przez przedstawicieli rodu na tyłach ogrodu – jedyna żywa i wciąż silna pamiątka dawnej świetności. Miejsce to nasiąknięte jest ponurą historią, stąd nie staje się przed nim jak przed muzeum, lecz jak przed grobowcem. Od wieków ostoja dostatku i kultury utraciła całe swoje znaczenie i dziedzictwo w momencie, gdy zamordowano głowę rodu. Pałac zmieniono w kwaterę wojsk sowieckich, które błyskawicznie uporało się ze wszystkim, co wydawało się cenne. Największą

PRZEWODNIK OUTRO

spośród strat jest z pewnością spora biblioteka Lehndorffów, z której wolno było korzystać nawet osobom z zewnątrz. Zbiory zostały w całości zbezczeszczone. Prymitywni żołnierze robili w bibliotece ogniska z książek i… piekli w popiele ziemniaki. A jeśli wóz komuś utknął w błocie, podrzucano książki pod koła. Nie warto czekać. Z roku na rok otaczany coraz szerzej białoczerwonymi taśmami i obity ostrzegawczymi tabliczkami budynek niszczeje w oczach. Dach zapada się, ściany sypią, a obecny właściciel pałacu przytwierdził do ruin ni stąd ni z owąd nowiutkie rynny, co miało sprawić wrażenie, że coś robi, by zapobiec rozsypce majątku Lehndorffów. Czas biegnie nieubłaganie: popiersiu konia zdobiącemu wejście do stajni kiedyś brakowało ucha, po kilku latach głowy, a teraz nie ma śladu chociażby po szyi. To ostatnia chwila na docenienie uroku pałacu w Sztynorcie. Za parę lat może już być zrównany z ziemią, żeby zrobić miejsce dla jakiegoś „pięknego” luksusowego hotelu… Polecam wizytę w tym miejscu – dla chwili refleksji. Anna Wodzicka La Bella Italia
Natura i historia były dla Włochów łaskawe. To dlatego możemy cieszyć się słoneczną pogodą, zażywać wypoczynku nad morzem i w wysokich górach, cieszyć oczy przeróżnymi odcieniami zieleni cyprysów, winnic, drzew oliwkowych i sukulentów. Ale także dlatego niemal na każdym kroku natrafiamy na zabytkowe budowle, ślady Rzymskiego Imperium, czy choćby malowniczą etruską ruinkę. Jednym słowem – Włochy naszpikowane są miejscami godnymi odwiedzenia.
PRZEWODNIK OUTRO

Wszyscy słyszeli o Rzymie, Florencji, Wenecji, Pizie, czy Mediolanie. Ale wcale nie trzeba jechać w te najpopularniejsze miejsca, żeby przywieźć z powrotem niezapomniane wra-żenia. Ja na przykład najlepiej wspominam te rzadziej odwiedzane przez turystów. Przytuloną do toskańskiego pagórka, cichą i spokojną Kortonę, gdzie wszystkie ulice prowadzą pod górę, w stronę kościoła św. Magdaleny, który stanowi, poza wszystkim, wspaniały punkt widokowy. Pięć miasteczek wzniesionych na nadmorskich skałach zac-hodniego wybrzeża i nazwanych Cinque Terra. Każde z nich jest zaledwie małym punkcikiem, leżącym pomiędzy granatowym morzem a majestatycznymi górami, punkcikiem na szlaku zapierającej dech w piersiach wędrówki. Pamiętam też Volterrę, gdzie pomiędzy średniowiecznymi murami i tradycyjnym, białym alabastrem, kryją się pozostałości etruskiego amfiteatru. Albo mgłę unoszącą się rano nad jeziorem Garda, kiedy przemierza się jego wody statkiem i niezwykłą atmosferę Sieny, gdzie wszyscy kończą ostatecznie jedząc lody wprost na nagrzanych kamieniach półokrągłego, spadzistego rynku. Gdybym miała zdecydować, co lubię we Wło-szech najbardziej, wymieniłabym krajobrazy, zabytki, jedzenie, ludzi i kawę, a w końcu

PRZEWODNIK OUTRO



PRZEWODNIK OUTRO

zdecydowałabym się na atmosferę i styl życia. To, że Włosi są tak niefrasobliwi, pogodni i otwarci. Że potrafią godzinami siedzieć z przyjaciółmi w kafejce, nad butelką wina, że nikomu nie przeszkadzają śmiejące się i bawiące w środku nocy dzieci, że donikąd się nie spieszą. Bo w jakim innym kraju spotkałoby mnie coś podobnego do tego, co zdarzyło się na stacji kolejowej w Vicenzie ledwie pół roku temu? Już niemal spóźnione, dopadłyśmy z przyjaciółką kasy biletowej i prosiłyśmy o pośpiech, bo już, już ucieknie nam pociąg. Pan w okienku zapytał, dokąd jedziemy, a następnie podniósł słuchawkę telefonu i odezwał się po chwili ze swoim melodyjnym akcentem: „Carlo? Nie odjeżdżaj jeszcze, poczekaj na dwie dziewczyny”. A kiedy spiesznie udawałyśmy się na peron, by nie narażać biednego Carlo na opóźnienie pociągu, wołał jeszcze za nami: „Nie biegnijcie, dziewczyny! Carlo czeka!” Czekał. Italia jest tak piękna, że nie można winić Włochów za to, że kochają ją ponad wszystkie inne miejsca na świecie. Tak przynajmniej twierdziła sympatyczna Pierrangela z Bergamo. „Tak, znam Polskę. Miałam nawet kiedyś tam pojechać, zwiedzić. Byłam akurat w Pradze – bellissimo! Praga też jest piękna. Ale zatęskniłam za Włochami. Tak już mam – mogę spędzić trzy dni za granicą, a potem zaczyna mnie boleć serce. I muszę wrócić.” Obawiam się, że to jest zaraźliwe. Bardzo łatwo zakochać się we Włoszech i potem już nieodmiennie tęsknić za nimi i czuć potrzebę odwiedzenia ich jeszcze raz. Mnie dopadło. Ale, muszę przyznać, że to bardzo przyjemna choroba na wakacje. Elżbieta Janota Fot. autorki tekstu Grecy są bardzo religijnym narodem, na każdym kroku można spotkać sklepy z różnymi rodzaju ikonami, różańcami. fot. Paula Wyciślok

FOTOREPORTAŻ FOTOREPORTAŻ

Grecja - Chalkidiki Zakazane Miasto - dawny pałac cesarski fot. Monika Toppich



Chiny - mieszanka tradycji i nowoczesności